|
mieszkam na wsi : czyli zapiski wsioka
niedziela, 02 stycznia 2011
1% podatku. Dane jak rok temu, czyli AUGUSTOWSKIE TOWARZYSTWO PŁYWACKIE – AUGUSTÓW NUMER KRS: 0000093531 Można dopisać że to na treningi Patryka CIEĆKA Dziękuję serdecznie i jeszcze raz życzę lepszego Nowego Roku
wtorek, 02 marca 2010
Jak zawsze na początku roku prośba do tych, którzy wahają się na co wydać jeden procent podatku. Jeśli możecie, to wpłaćcie na:
AUGUSTOWSKIE TOWARZYSTWO PŁYWACKIE – AUGUSTÓW NUMER KRS: 0000093531 Można dopisać że w podziękowaniu za treningi Patryka i podać swoje dane do korespondencji i zezwolić na ich ujawnienia. Dostaniecie oficjalne podziękowanie.
A ja dziękuje już dziś.
czwartek, 14 maja 2009
Opinie na blogu są moimi opiniami i za swoje ponoszę odpowiedzialność. Komentarze mogę dołączyć o ile nie będą wysyłane pod różnymi nickami z jednego komputera. Chciałem tylko zauważyć, że zanim zaakceptuje wpis, widzę IP komputera z którego został wysłany. Dodawanie więc komentarzy pod różnymi nickami, ale z jednakowym IP i błędami ortograficznymi uważam za niepotrzebne. I jeszcze jedno, nie ja publikuję na łamach Gazety Współczesnej, choć zdanie o firmie mam podobne :) dlatego posługiwanie się moim nazwiskiem mogę uznać za naganne i skierować sprawę do sądu :)
środa, 13 maja 2009
w temacie fachowości firmy zakładającej okna. Musiałem poszukać zdjęć dokumentujących jej prace. mam ich więcej, tylko miejsca tu brak
czwartek, 19 czerwca 2008
ciąg dalszy,w związku z brakiem wolnego miejsca na zamieszczanie zdjęć można znaleźć na:
http://dompodlasemdwa.blox.pl/html
pozdrawiam serdecznie wytrwałych.
środa, 18 czerwca 2008
…po urodzinkach. I na urlopie. I deszcz pada. I much się nalęgło. Uroki lata na wsi. Ale tak bardziej po kolei. Postarzałem się w ostatni weekend, więc uznałem, że czas na odrobinę luksusu. Na przykład daleka wyprawa… Może safari, może piramidy??? Coś by trzeba zrobić z tym urlopem. Skoro firma mojej kochanej Siostry postanowiła sfinansować podróż, to nie zostało mi nic innego, tylko spakować autko i wyruszyć w drogę. Nakarmiłem zwierzaki, sprawdziłem ile mam miejsca w zbiorniku i naprzód. Na najbliższej stacji lekko przetarłem szyby, bo były już tak brudne, że świata już widać nie było. Nie myślcie, że skoro wspomniałem o piramidach i safari, to znaczy, że ruszyłem na południe. Nie. W Grajewie byłem w zeszłym tygodniu. Ruszyłem na północ. Przez Ełk do Gołdapi. Po drodze, już całkiem blisko, u podnóża Tatarskiej Góry (jakieś 308 m n.p.m. ale wcale tego nie widać) znajduje się jedyna w okolicy hodowla. Może nawet jedyna w kraju, bo jest tu jeleń maral, a drugiego takiego nie ma w Europie. Jest tu jakieś 300 hektarów i można tam spotkać jeszcze daniele, jelenie, koniki Przewalskiego, dziki i świniodziki, muflony i owce arui. Mają nawet jaka, strusie i pawie. I kangura miniaturę, bo duży by przeskoczył ogrodzenie. Przy bramie wjazdowej musiałem zostawić swoje autko i przesiąść się na pojazd terenowy, dziwnie przypominający topki, z którymi miałem tyle kłopotów przy zdawaniu. O ile mnie pamiętnie myli, to były produkowane w latach sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych. Ten na który się przesiadłem wyglądał na mojego rówieśnika. Kierowca przewodnik też wyglądał na bardzo steranego życiem wielbiciela napojów innych niż woda. Widoki super. Stada jelonków i sarenek, koników pasących się na brzegach jezior. I w końcu zrozumiałem co oznacza określenie „świński blondyn” i skąd się wzięło. W każdym bądź razie polecam wszystkim, którzy będą w okolicy Gołdapi lub Wilkas. A dokładnie w miejscowości ZATYKI. Owo cudo nazywa się GOSPODARSTWO EKOLOGICZNE RODZINY RUDZIEWICZÓW. Jeśli ktoś chce odpocząć z dala od cywilizacji, na zadupiu większym niż Dmusy, to można też wynająć drewniany domek na półwyspie. Oferowane są też zjazdy na linie rejsy stateczkiem, kajaki i jazda konna. Może podam też kontakt. 087 6150970 i 607563147(148) Trzeba zarezerwować sobie jakieś dwie godzinki na samo oglądanie. W związku z tym, że miałem jeszcze sporo z urodzinowego czasu, postanowiłem zobaczyć co słychać pod piramidą. Nie tą w Gizie, tylko w Rapie. Jest to grobowiec rodziny Farenheit, a znajduje się w miejscowości Rapa niedaleko Bań Mazurskich (9km), tuż przy granicy z Rosją (obwód kaliningradzki).W pierwszej połowie XVIIIw. Farenheitowie wykupili wieś Angerapp od Christopha von Rap (stąd nazwa miejscowości) i zbudowali w pobliżu neoklasycystyczny pałac w Bejnunach.Właściciele majątku należeli do ludzi wykształconych, którzy dużo podróżowali po Europie i wprowadzali wiele nowych rozwiązań w swojej posiadłości. Ich również jak starożytnych przyciągała magia wiecznego "życia po życiu" w związku z tym chcieli zbudować grobowiec wzorując się na piramidach egipskich. Na początku XIX w, w odległości ok.5km od pałacu wzniesiono piramidę według projektu Bartela Thorwaldsena. W grobowcu w 1811r. jako pierwsza została pochowana 3-letnia córeczka Farenheita być może z myślą zapewnienia jej nieśmiertelności. Następnie tam pochowano kilku członków rodu budowniczego piramidy Friedricha Heinricha.Tyle z wiadomości internetowych. Jednak najnowsze badania stwierdzają, że projektantem był ktoś inny, a pierwszą pochowaną w piramidzie była Friderike, żona właściciela, a dopiero potem córka. A sama piramida powstała już pod koniec osiemnastego wieku.Celem budowy grobowca - piramidy było stworzenie warunków sprzyjających mumifikacji ciała.Wyliczenia starożytnych budowniczych podają, że typowa piramida powinna odpowiadać m. in. następującym warunkom:
Wszystko jest jednak mocno zrujnowane. Jak byłem tu po raz pierwszy nie była to jeszcze taka atrakcja, może dojście było bagniste, ale wszystko było bardziej niesamowite.I nie mieści się tu wszystko, więc rozpocznę kolejną część, ale to już jutroCDN...
środa, 11 czerwca 2008
to jest dobry sznurek do sprawozdania z zawodów
http://pl.youtube.com/watch?v=0T701wZy3Ys
Wróciłem ze szkolenia i z zawodów na Warszawiance. Kurs jak kurs, basen jak basen. Forma Dziecka kiepska. Co prawda dwa srebrne i jeden brązowy medal, ale czasy okrutnie słabe. Z dobrych wiadomości, to też troche się znajdzie. Pierwsza, to w końcu ludność Czadu dała się przekonać, że nasz szef dużego zła im nie zrobi. A druga. to... że... od... jutra... mam... URLOP !!!!!
wtorek, 03 czerwca 2008
wtorek, 27 maja 2008
obudził mnie w środku nocy i teraz spać nie mogę. Przytoczę więc Wam coś co napisało moje Dziecko. Pisownia oryginalna :)Mój opisHmmm... No to jedziemy ;]Wiec tak... Jak już pewnie inteligentni zauważyli mam na imię Patryk. x] Zazwyczaj nazywają mnie po nazwisku. ;PP Trudno się dziwić. xD takie durne, że trudno się nie przywalić. ;PP Tak pozatym to rodzinka na mnie woła Glusiek... :PP Dziewczyny w klasie Patryś... :D W podstawówce Ciecia, a że trener mnie uczył W-Fu to też tak mówi... ;] A tak pyzatym to Cieciek... dla tych którym tak pasi. :D Urodziłem się 15 marca 1993 roku... ;] Tego oto dnia narodziła się nowa rasa "człowieka". Lekarze nie wiedzieli co to jest. ;D Monstrum warzące 3,5 kg... ;] Mama mi mówiła, że od urodzenia byłem głodny... o dziwo to się nie zmieniło. :D I z wiekiem staje się coraz bardziej paszczurzasty. ;] Może co do wyglądu... nie będę zbytnio się rozpisywał. x] Nawet nie patrząc na fotki się wystraszycie. :D Oczka? Ymmm... Zielone. ;] Jak zgrzybiały grzyb. ;] Lepiej się nie patrzcie na zdjęciach... :PP Zamienicie się w kupę. x] To coś co porasta mi łep to są włosy. :PP zOnk co nie?? ;D Ymmm... Nie zbadano jak dotąd ich właściwości... kolor też jest nieustalony. ;PP Jak są długie i pod światło to jakieś ruuude. :PP A jak krótkie to się wydaje taki ciemny blond albo brązowe... Na dokładkę ten paszczur ma prawie 2 metry... x] hyhy ^^ jeszcze trochę. ;PP jakieś 15 cm :D Obym dorósł do futryny. :D Tyle o wyglądzie... Nie będę wam dłużej psychy rył, bo się do końca życia nie wyśpicie. x] Hmmm... Czym by tu jeszcze was pomęczyć??? Uczę się w Gim. 4 w Ełku... Moją ukochaną szkołą była SP 4... Do liceum prawdopodobnie wyjadę do Warszawy... trenować w Polonii, o ile mnie przyjmą. ;] ... Wypaplałem ... xD No trenuje, ale to już swoją drogą. ;] Moja klasa... II "b" Chyba najsłynniejsza w całej szkole. ^^ Drugich takich jajcarzy jak my nie ma. x] Dodam, że dwóch największych przypałów urodziło się tego samego dnia. ;PP Ale oczywiście jestem starszy o 2 godziny, więc respekt !!! ;PP W I klasie razem z nim (Wróblem) we dwóch tyle uwag co reszta I klas razem wzięta... :D Ale przykozaczył... xD miał 2 więcej ode mnie... :PP Czyli miałem 117. ;PP Do naszych największych wybryków zaliczamy: 1. Kupa pod biurkiem pani od chemii. =] 2. Rzut cyrklem w "panią" od plastyki. x] 3. Żabki na historii. :PP 4. Pół kilo mięsa mielonego w kuleczkach na kochanym języku polskim z panią Samurajewicz ... pofrunęło. xPP 5. Rzuty kartoflami w słoneczko na reli. :D 6. A tam... wyzywanie facetek to standard. ;D I dużo tego było... :D Ostatnio planujemy nową akcje pod kryptonimem "Mali chemicy z klasy II "b" --- Język polski --- "Dzień dobry. Przynieśliśmy doświadczenie" --- wulkan z modeliny upchany saletrą, cukrem, sodą i cudami niewidami. :PP Nie no... z chemii tumany największe, ale dyma zrobić, to wiedzą jak. :PP Ale jak przyjdzie zrobić wzór sumaryczny, a co dopiero strukturalny... to porażka. ;PP Jeszcze zrobimy flesza. :D ale to już będzie pewnie III klasa. x] Tyle o szkole... ;PP dość... :PP Jak już wcześniej napisałem trenuje... I to nie byle co. ;D Kto bystry, to zauważył, że pływanie. :D Ymmm... Kocham ten sport... Chyba ponad wszystko. :D Nigdy nie przestane. :] Woda to moja najsexowniejsza kochanka pod słonkiem. :** hyhy ^^ Trenuje od ferii zimowych trzeciej klasy szkoły pdst. Na początku bardzo mi się to nie podobało... ale sport zmienia człowieka... ^^ Do moich ulubionych dystansów zaliczają się: *50 dowolnym (25:83) *100 zmiennym (1:04:91) *50 klasyczny (31:50) *100 klasyczny (1:08:43) *200 klasyczny (2:29:31) Tyle ;)) Nie znoszę długich dystansów, pfff... ;| Ile to można?? xD Jak każdy... mam swojego idola... Oleg Lisogor (Ukraina) ... Aktualny rekordzista, mistrz świata i Europy na 50 m klasykiem... Chciałbym tak ;)) może kiedyś? :PP Tyle tego.. O mnie... ;)) Przepraszam za zamułe :D O moich zainteresowaniachPływanie... Hiii ^^ to już mówiłem. Ale to jest chyba jedyne co mi w miarę dobrze wychodzi. :PPKiedyś lubiłem dinozaury ^^ w sumie nadal lubię... ;] Mam pełen parapet kaktusów ^^ też je lubię... ;] Ciekawe książki i filmy o kosmosie x] Wiadomo ;D Ciągnie do swojego. :PP Nie będę się za bardzo rozpisywał tu? ;PP Więc na razie styknie. ;] Co lubięA milion dolar question... x]Wszystkigo na pewno nie wymienie... ;PP Jakoś jak trzeba, to wszystko z głowy ucieka... :PP To tak... x] *Pływać :D oł beYbee Kocham to ;* *Chodzić na dłuuuugie spacerki ^^ *Miłe towarzystwo x] *Mocno sie przytulać :)) *Jeździć na rowerze *Chodzić na siłke... ale nie ma na to czasu ;(( *Treningi ;] *Jak jest fazzucha na lejbach.. i wogóle ;] *Jak Maciuś sie dławi xD *Jak jest Ganek !!! x)) *Śmiać się, aż brzuch rozboli :D *Grać na kompie ... Wiadomo ;] *Dobre filmy :PP *Żelki I jeszcze dużo tego by było... Jak coś przyjdzie do głowy o napisze. ;]
niedziela, 18 maja 2008
...bez deszczu. Wszystko suche, ziemia do głębokości szpadla wyschnięta na popiół. Klęska suszy w Dmusach. No i co? Zabrałem się za dwutygodniowe, zaległe porządki. Wielkie pranie, rozwieszam pościel na sznurku i… No właśnie. Zaczyna padać. Czyli mamy metodę na sprowadzenie opadów. Wystarczy, że rozwieszę pranie. Ktoś rozwalił żeremie bobrów. Nie miałem czasu sprawdzić, czy zostały, czy przeniosły się dalej. Szkoda, bo obiecałem Madzi, że będzie mogła porobić bobrom zdjęcia. Ale poszukamy ich.Wróciłem wczoraj po zawodach do domu. Wygłodniały, z nadzieją na pyszne kanapeczki, z sałatą i pomidorkiem, przełożone polędwicą i żółtym serem. Zastanawiałem się jeszcze, czy nie ugotować jajek. W piętek kupiłem sobie dwa bochenki świeżuteńkiego, jeszcze ciepłego chleba królewskiego. I po powrocie już go nie zastałem. Moje psisko doszło do wniosku, że jest już głodne i postanowiło się dokarmić. Jak postanowił, tak zrobił. A ja po raz kolejny pasłem się makaronem z jagodami. Choć nie, przepraszam. Ostatnio był ryż. Będą mi się śnili cyganie. Dobranoc A co? Dobrze było. Jak policzymy oba dni, to Młody stawał pięć razy na pierwszym i raz na drugim miejscu. Jak nigdy dotąd popłyneła sztafeta. Chłopaki dwa razy pięknie odstawili wszystkich. Zespołowo DELFIN zdobył trzecie miejsce. Ale to dlatego, że Suwałki i Olsztyn wystawiają o wiele więcej zawodników. To jeszcze tylko kilka fotek.
I jeszcze jedno. Na 100metrów klasykiem, czyli żabą, poprawił życiówkę o półtora sekundy. To baaardzo dużo.
Dzieci posilają się produktami o dużej zawartości substancji wspomagających. Ja to doskonale rozumiem. Też lubię czekoladę. Tylko ja nie pływam :)
A dzieciaczki jeść mogą. Spalą to wszystko. Dziwnie to brzmi. Spalą to w wodzie. Ale co tam. Teraz poszukujemy sponsora. Udzielamy już wywiadów dla telewizji. To znaczy Młody udziela, a ja się puszę. I generalnie Dziecko mi rośnie. Dorasta. Mówmy otwarcie, starzeje się. I otoczenie mu się zmienia powoli. Jakby na coraz lepsze :) A widzicie zazdrość w oku młodszego kolegi? Czy zazdrości osiągnięć sportowych? No już dobrze. Dłużej się już nie chełpię cudzymi osiągnięciami. Jecze tylko zdjęcie
złotej sztafety. Nawet dwukrotnie złotej. 4x50 klasycznym i 4x50 zmiennym. A na koniec dumny tatuś. Dobranoc
sobota, 17 maja 2008
...ale dziś było dobrze.
Jak się Dziecko postarało, zwarło się w sobie, to
pięknie wystartowało, pierwsza ćwiartka potem się rozpędziło i wyprzedziło wszystkich
Potem był szybki finisz, czyli końcówka :)
finisz Wynik, to poprawienie rekordu życiowego o piętnaście setnych sekundy I oczywiście nagroda. Trzymajcie kciuki w sobotę, czyli już dziś. Dobranoc
piątek, 16 maja 2008
ciężko się zwija 100 metrów węża. A ja w sumie mam tych metrów 150. I jak powszechnie wiadomo, jestem leniwy. Dlatego nie zwijam go, ryzykując conocnie, że ktoś go adoptuje. Układam go tylko tak, żeby leżał na podwórku. Samanta szlaja się gdzieś jeszcze o tej porze. Mało jej było wczoraj emocji, gdy gonił ją pies od Wiśniewskich i Sqbi musiał interweniować. Nadal szuka wrażeń. Ale jak jej się wydaje, że będę czekał na jej powrót, to jest w błędzie. Czeka ją noc na podwórku, a ma być znowu przymrozek. Chyba to dziś „ZIMNA ZOŚKA”Jutro na Barankach w Ełku uroczyste otwarcie Biedronki. Ciekawe jakie atrakcje przewidziano. Mam ochotę na winogrona. I na czekoladę. No i okręgowe zawody w pływaniu. W sobotę drugi dzień. Ciekawe jak popłynie moje dziecko. To już jakby końcówka przygotowań do Mistrzostw Polski. W tym roku będą w Gorzowie Wielkopolskim. Ciekawe, czy doczekam czasu, że pięćdziesięciu metrowy basen będzie gdzieś w odległości 100 kilometrów. Pięknie, …, pięknie. Właśnie wyjąłem pranie z pralki. Przy moich ostatnich dżinsach, zresztą jedynych, całkowita załamka. Rozwalone na udzie. Widać materiał nie był tak mocny jak zachwalała sprzedawczyni. I ciekawe co jutro wciągnę na cztery litery? I jak tu nie wierzyć w fatum? Jak nie autko, to spodnie. I jeszcze dziura w zębie… A szóstki w totka dziś nie miałem. Kurcze, nawet trójki nie było. Ech, życie. Ale są też lepsze wieści. Znowu jest wyjazd do Czadu, więc może w końcu zabiorą nam szefa. Więc po urlopie wrócę do miejsca pracy przepełnionego atmosferą przyjaznego koleżeństwa i radości. Potem kilka dni szkolenia w Toruniu i w końcu na zasłużony urlop wypoczynkowy. Nareszcie, bo już czuję się zmęczony.Zbudowałem sobie w końcu stojaczek do piłowania drewna i dziś popiłowałem sporo więcej.No i proszę, prawie północ i panienka wróciła do domu. Dobrze wychowana. Prawda? Dobranoc.
środa, 14 maja 2008
Ale do całkowitego wyzdrowienia jeszcze sporo zostało. Może nawet więcej, niż już naprawiono. Ale jakiś promyk nadziei jest. Na przyszłość. Kupiłem sobie węża. Piękny, zielony. 100 metrów długości. Mogę podlewać teraz wszystko, aż do lasu. To wielkie udogodnienie, bo bieganie z wiadrami i podlewanie pojedynczo każdej sadzonki trochę mnie męczyło. Przyjęła się ponad połowa sadzonek wierzby. I prawie wszystkie drzewka ze szkółki. Teraz tylko podlewać. I przycinać trawę. Szkoda, że nie ma chętnych do cięcia opału na zimę. Strasznie wolno mi to idzie. Pewnie nie skończę do przymrozków. A nawiązując do przymrozków, to „OGRODNICY” dali o sobie znać. W nocy było minus dwa. Dlatego dziś rozpaliłem w piecu. Zrobiło się ciepło i przytulnie. Zwierzaki śpią rozciągnięte na całą długość. Ja pewnie też się zaraz rozciągnę. Na całą długość. W końcu trochę się spracowałem. Niewiele, ale zawsze. Kurczy mi się ten urlopik. Jeszcze tylko mizerne dwa tygodnie. A jeszcze bramę muszę osadzić, bo Samanta zaczyna się szlajać po wsi. Nie Zan się jeszcze na przepisach ruchu drogowego, więc może skończyć pod kółkami jakiegoś pojazdu. A i w końcu zamykając bramę, będę wiedział, że jestem na swoim
Dobranoc
Hmmmm… Głodny jakiś jestem. Ale jeść o tej porze??? Chyba nie. A jeśli mi się cyganie przyśnią??? Chyba jednak coś jeszcze zjem…
poniedziałek, 12 maja 2008
...wody ubywa ze studni w czasie podlewania. Tylko wody przybywa… I mlecze odrastają. I śmierdzę dymem, bo pól dnia paliłem PRAWIE suchą trawę z ostatniego pokosu. Jak wiadomo, PRAWIE czyni wielką różnicę.Oglądacie teraz „Miasto Aniołów”? Mój ulubiony duet. Ech, jaka piękna miłość…Trzeci dzień zanosi się na deszcz. I pewnie po raz kolejny znowu chmury ominą Dmusy. Ale co tam, olałem trochę wszystko, więc może być sucho. Kwiatki podlane, trawniczek i skalniak też. No proszę, tyle razy oglądałem ten film, a dopiero teraz usłyszałem, że gdy Set skacze żeby zostać człowiekiem, to w tle słychać „Zdrowaś Mario” po polsku. Więc jest tam też Polski wątek. Ale wiadomo, że Adam I Ewa po wygnaniu z raju wylądowali na Mazurach, więc to jakby nic dziwnego.Kubuś, piękne zdjęcia. Szkoda, że aparat się zbuntował. Jak słyszałem teraz po raz kolejny. Nie chcę nic sugerować, ale kupiłem właśnie siostrzenicy na Komunię bardzo fajny. Różowy i z bajerami. Można dodawać wąsy, świński ryjek, królicze uszy i takie tam… Może powinieneś zamienić. Te drogie do niczego się nie nadają. Mój też odmówił posłuszeństwa, a naprawa kosztowała niewiele mniej niż nowy. Podobnie jak telefon. Ale ten przynajmniej jest jeszcze na gwarancji.Ale co tam. Jakoś to będzie. Jutro jadę wymienić rozrząd w autku. Mam nadzieję, że te ostatnie sto kilometrów jeszcze się przetoczy. Bo jakby norma przekroczona dwa razy. Polecam Mazdę. Super autko. A tak właściwie, to polecą ją jutro, jak dojedzie. Sto dziewięćdziesiąt tysięcy kilometrów na jednym rozrządzie.Samanta rośnie. I dama pełną gębą. A może inną częścią ciała. Cały dzień na podwórku, ale za potrzebą leci do kuwety. Panienka.A teraz już dobranoc. Idę poleżeć sobie w wannie pełnej gorącej wody z pianką
niedziela, 27 kwietnia 2008
...metra znajduje się w Sevr, pod Paryżem, wzorzec lenistwa jest w Dmusach pod Białą Piską. Co mogło się stać? Może pojechałem na wojnę? Na przykład do Afganistanu lub Iraku? E, jestem pacyfistą, więc nie uznaję okupacji. Do Libanu? Już byłem. Do Syrii? Za mało płacą. Do Czadu? Towarzystwo kiepskie. Więc żadne tłumaczenie. To może pojechałem na poligon? Kurcze, za leniwy jestem, poza tym przecież pracuje na poligonie, więc po co miałbym tam jeszcze jechać? Kontuzja mogła mnie dopaść jakowaś, ale to nic nowego. Nie mam tłumaczenia. No dobra. Przyznaję się. To wszystko z lenistwa. Takie wiosenne mnie dopadło. Różni się tym od zimowego, że za oknem jest cieplej. No bo jest. Przynajmniej w południe, bo rano nadal trzeba skrobać lód z szyb samochodu.
Bocianica już chyba na jajach siedzi. Tylko łepek wystaje, a bocian po prowiant lata. Takie życie.
Tulipany kwitną na całego, szafirki i jakieś inne kwiatuszki też. I drzewka, o mleczach to już nawet nie wspominam. Nie lubię ich. Wczoraj byliśmy u weterynarza. Wścieklizna, odrobaczanie u Sqbiego, odrobaczanie i kocie choroby u Samanty. Ciekawe, czy coś to pomoże. Kocisko poluje całymi dniami. Okalecza gryzonie pozbawiając władzy w tylnych łapkach i potem się bawi. Aż wyzioną ducha. Nie zazdroszczę losu, ale nikt ich nie zapraszał.Układam opał na zimę. Jak widzę ten stos na środku podwórka, gdy budzę się rano, to najchętniej położyłbym się znowu do łóżka. Czterdzieści metrów sześciennych drewna, to strasznie dużo. Przynajmniej jak dla mnie. Ponad setka drzewek do posadzenia to też sporo. Ale dałem sobie radę, choć nie bez pomocy. Dostałem też parę krzaków jeżyn i szafirki i ostróżki. Jak to wszystko się przyjmie, to będzie pięknie.
Właśnie wróciłem z pola. Zrandapowałem kwitnące mlecze, mam nadzieje, że to je wykończy. Muszę już wyciągnąć kosiarkę ze strychu. Potem nie dam rady wychlastać tego wszystkiego. A nie mogę też dopuścić, żeby te wszystkie chwaściory się porozsiewały.
Jednak to fajniejsza pora roku, niż zima.Życzę wszystkim miłego majowego weekendu.
wtorek, 08 kwietnia 2008
…się nie dzieje. Bocian, czy też bocianowa poleciał (a) szukać pary i w gnieździe pusto. Aparat zepsuty, a naprawa tak kosztowna, że poważnie rozważam kupno nowego. Dziwne to trochę, że koszt wymiany jednej części jest zbliżony do ceny nowego aparatu. Takie życie, niestety.Budzę się rano i co widzę? Za oknem parę centymetrów śniegu. Pięknie. Biało. Ale temperatura dodatnia, więc po południu już po bieli. Tylko błoto zostało. Mam kafle ze starego pieca. Mogę zacząć obudowywać komin. Tylko znowu jest zbyt zimno, żeby odpalać betoniarkę. I tak w kółko Macieju… Już by mogła wrócić wiosna na stałe, a najlepiej lato. Kafle są całkiem fajne. W kolorze brązu, jedne ciemne, inne jasne. Dwa lub trzy mają w motywie kwiatek. Jedną sztukę. Takie fajnie wioskowe. Tylko nadal nie mam pomysłu, jak to ładnie przymocować.Wróciłem w piątek do domu, a za drzwiami wszystkie śmieci dokładnie rozplantowane po podłodze. Kochane zwierzaki sprawdzały, czy nie ma tam jeszcze czegoś smacznego. Nie było, więc szukały jeszcze dokładniej. Nadal nie było, więc dokładnie sprawdziły wszystkie pudełka, w tym kartoniki po mleku. Wszystko w drobny maczek. A dziś sprawdzały jak smakuje mąka. I chyba nie smakowała. Za to podłoga zmieniła kolor. Wyglądała jak podwórko rano. Cała biała. Nie chce ktoś parki przemiłych zwierzaków?Idę jutro do roboty, choć wcale mi się nie chce. PS. Sqbik dogonił zająca. Nie spodziewałem się, że jest taki szybki. Złapał i puścił. Nie ma w nim ducha zabójcy. Ale jest duch myśliwego.
czwartek, 03 kwietnia 2008
…sportretować bociana. Chyba poleciał szukać swojej towarzyszki. Ciepło się robi coraz bardziej, choć słoneczka nie widać. Najpewniejsza oznaka, że lato nadchodzi, to komary które już budzą się ze snu zimowego. I wysysają krew. Chyba są baaardzo głodne. Dobrze, że mam lampę przeciw komarową. Tyle mięska się marnuje. Raj dla Francuzów. Żabki skaczą po łąkach i masowo wychodzą na ulicę. Zastanawiam się, czy jeść, czy całować. Tylko jak poznać, czy całowana to Książe, czy księżniczka? Pomimo promocji homoseksualizmu przez naszego prezydenta wszystkich Polaków pozostaje hetero. Podobno cały ten zgiełk o Lizbonę jest dlatego, że mimo dopuszczenia do małżeństw jednopłciowych, to nadal nie będzie można wziąć ślubu z rodzonym bratem bliźniakiem. Oglądam sobie właśnie amerykańską wersje „Szakala” . Bruce Willis całujący faceta w barze. Zdecydowanie wolę oryginał. Mimo że beż tylu efektów i bardzo wolno narasta w nim napięcie. A u Amerykanów? Jest kobieta. Nazwisko? Kozłowa. Imię? Major. Major Kozłowa. Pierwszemu Szakalowi wystarczył karabinek ręcznej roboty, trzy naboje zwykłe i rozpryskowe z rdzeniem rtęciowym. A tu? Musi być działko. I to kierowane komputerem.Chyba idę spać. Szkoda czasu. I tak wiadomo, że sprawiedliwość w postaci amerykańsko-radzieckiego duetu, wspomaganego byłym irlandzkim terrorystą zwycięży. Zapomniałem się pochwalić, że moje autko było w telewizji, w serialu W11. Stało sobie pod sklepem i uśmiechało się do kamery.
I ja się uśmiecham Dobranoc Państwu
wtorek, 01 kwietnia 2008
Wrócił bocian do sąsiadów. Ale tylko jeden. Stoi na jednej nodze i czeka. Ciekawe, czy się doczeka. Jutro Wam go pokaże, bo przyleciał dopiero o zmroku, więc światło już mizerne do robienia zdjęcia. Sammy gdzieś polazła i załatwiła sobie łapkę. Przykuśtykała obolała z podwórka i zaraz na skargę do Sqbiego. Nie wiem co mu opowiedziała, ale chyba wzbudziła jego współczucie, bo całe popołudnie liże ją i przytula do swojego cielska. Nie mogę powiedzieć, żeby wylizany przez doga kociak wyglądał apetycznie. A jak wyschnie całkiem, to pewnie będę musiał ją wykąpać, bo inaczej sierść jej się rozpuści i wyłysieje. Ślina Sqbiego rozpuszcza nawet skaje z obicia fotela.
Trzeba chyba iść spać, jutro wypada iść do pracy. Nie powiem, żeby mi się chciało. Ale wzorem naszego byłego prezydenta, niechcem, ale muszem. Jeszcze może tylko ciasteczko na dobranoc. Polecam: ciasteczka z Tago, a konkretnie TOFINKI. Przed zjedzeniem najlepiej położyć na filiżance kawy, ale przed spankiem wystarczy popić mlekiem. I będą słodkie sny. Jeszcze chyba wypada pochwalić domek, że przy takim słoneczku, jakie teraz świeci, w ciągu dnia temperatura wewnątrz podnosi się o dwa stopnie. A przez noc niewiele spada. Akurat tyle, żeby się dobrze spało. Dobranoc.
czwartek, 27 marca 2008
mafii (?) pruszkowskiej Napad z torbą w ręku - To jest napad - krzyczał Ireneusz K. trzymając w ręku papierową torbę. - W torbie mam broń - groził. Udało mu się zrabować z pruszkowskiego banku 20 tys. złotych. Nie zdążył jednak nacieszyć się łupem jeszcze tego samego dnia został ujęty przez policję. Do banku Millenium znajdującego się w Pruszkowie przy ul. Armii Krajowej w czwartek, 21 lutego wszedł młody mężczyzna. W dłoni dzierżył wniosek o przyznanie mu kredytu. Miał konto w tym banku, które było regularnie zasilane jego skromnymi dochódami. Ireneusz K. składając ów wniosek nie mógł mieć zbyt dużych nadziei na otrzymanie kredytu. Jego zarobki były zbyt niskie. Tak ocenił je także pracownik banku, który wniosek rozpatrywał. Ireneusz K. wyszedł więc z banku Millenium nie załatwiwszy sobie kredytu. Mniej więcej godzinę później do tego samego banku wszedł mężczyzna łudząco podobny do Ireneusza K. - ta sama sylwetka, to samo ubranie, tyle że z czarną kominiarką zaciągniętą na twarz. Człowiek ten trzymał prawą rękę w papierowej torbie, którą to torbę z kolei dzierżył w ręce lewej. - To jest napad, to jest napad - oznajmił podniesionym głosem pracownikom banku, którzy wyjrzeli ciekawie ze swych stanowisk pracy, by zobaczyć któż to tak krzyczy. - W torbie mam broń - tu mężczyzna podniósł nieco w górę obydwie ręce, tak by wszyscy dokładnie widzieli torbę i tkwiącą w niej rękę. - Dawać pieniądze - dodał po chwili mężczyzna łudząco podobny do Ireneusza K. stałego klienta Millenium w Pruszkowie. Pracownicy banku wydali napastnikowi żądaną sumę, czyli 20 tysięcy złotych. Mężczyzna zniknął z pieniędzmi. Godzinę później Ireneusz K. wraz ze swym kolegą wymienili znaczną część zrabowanej kwoty w kantorze w Grodzisku Mazowieckim, wymienili złotówki na euro. Jeszcze później, ale również tego samego dnia Ireneusz K., w raz z tym samym kolegą pojechali do Warszawy i wymienili pieniądze jeszcze raz, tym razem znów na złotówki. Prawdopodobnie Ireneusz K., łudził się, że w ten sposób - za pomocą podwójnej wymiany - „wyprał" zrabowane w banku pieniądze. Policja zastukała do drzwi Ireneusza K. Jeszcze tego samego dnia. Zatrzymano go, a sześciu pracowników banku rozpoznało w nim napastnika, który domagał się pieniędzy. Ludzie ci zgodnie twierdzili, że Ireneusz K, założył na twarz kominiarkę, aby trudniej go było rozpoznać. Wobec funkcjonariuszy Ireneusz K., zachowywał się niestosownie i niekulturalnie czym pogorszył swoją i tak niewesołą sytuację. Ireneuszowi K. grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Mężczyźnie nie udało się udowodnić, że rzeczywiście w trzymanej przez niego torbie znajdowała się broń. Źródło: Kurier Południowy wydanie 236 kurcze... Jak oni wpadli na jego trop??? Wszystko tak doskonale przemyślane i przeprowadzone
z wrocławskiego cmentarza
taką wiosenną porą jest pięknie, gdy słonko zaczyna świecić i kwiaty rozkwitają
Niby cmentarz, a budzi się wiosenne życie
I te tablice, w róznych językach. Niemcy je uszanowali, Polacy nie potrafią Może to kwestia kultury i wychowania a może tylko szacunku dla zmarłych Napawdę warto odwiedzić to miejsce Polecam zwłaszcza mieszkańcom Wrocławia na gorące letnie dni, lub na czas, gdy chce się coś przemyśleć
No i podobno wiosna wróciła też na południe...
No i jak tu wspominać o człowieczeństwie. Mam nadzieje, że zniszczenia na wrocławskim cmentarzu nie są zbyt duże.
I pomyśleć, że do końca wojny pochówki odbywały się tam normalnie, że nawet hitlerowcy potrafili uszanować spokój zmarłych. To jest jedno z moich ulubionych miejsc we Wrocławiu, zawsze pełne spokoju i ciszy. Szkoda gadać. Mam tylko nadzieję, że policja w końcu pokaże po co jest i złapie winnych
środa, 26 marca 2008
Miałem coś dopisać wczoraj, ale nęcisko chodzi tak wolno, że szkoda gadać. Pewnie szanowna TePSA chce mnie wykończyć nerwowo. Ale co tam, nie pierwszy raz. Po południu polazłem zrobić kilka zdjęć dla skarbówki w Piszu, żeby pokazać, że cena którą zapłaciłem wcale nie była za niska. Właściwie, to nie wiem, dlaczego się tłumaczę. Skoro było tanio, to dlaczego agencja rolna nie skorzystała z prawa pierwokupu? Miałbym Skarb Państwa za sąsiada. A co tam, dzięki temu odkryłem, że praktycznie po sąsiedzku mam stary cmentarz. Taki poniemiecki, świadczący o byłej wielkości wsi. Nie jest jakiś przydomowy na kilka grobów, tylko zajmuje całą górkę. Przedzierając się przez chaszcze najpierw myślałem, że to jakiś punkt oporu, okopy i takie tam umocnienia, ale okazuje się, że zwyczajowo polacy rozkradli co się dało z płotu i metalowych części nagrobków
, potłukli to, co było bez wartości, a na reszcie zrobili śmietnisko. Słownik w Wordzie pokazuje, że słowo polacy powinno być pisane dużą literą, ale myślę, że tak mało z człowieka w takich ludziach, że nie warto zawracać sobie głowy poprawianiem. Tyle się mówi na temat zdewastowanych cmentarzy polskich na wschodzie, ale jak widać sami nie jesteśmy lepsi. Za wzór powinniśmy brać pruskie cmentarze wojenne, gdzie równo, w spokoju i ładzie leżą obok siebie polegli żołnierze obu armii. Wszystko zadbane i takie, jakie powinno być. Szkoda gadać. I tak nic się z tym nie zrobi. Nie będzie lepiej, ale i gorzej już też nie będzie. Co mogło być ukradzione, ukradzione zostało. Ale co tam, zdjęcia porobiłem, może zaraz wybiorę się do Pisza, a wcześniej jeszcze do Białej Piskiej. I może potem skończę kolejną ścianę w kuchni. Robi się coraz milej, jakoś nabiera to kształtu. W weekend mistrzostwa województwa w Giżycku. Ciekawe jak zaprezentują się Delfinki. Konkurencja duża. Polska ekipa pływacka niewiele zdziałała na Mistrzostwach Europy. Ale tak już jest, jak kiedyś wspominałem. Pływanie nie jest ulubionym sportem polskich decydentów. Lepiej marzyć o setkach stadionów, gdzie można otworzyć bazary, niż kilka dobrej klasy pięćdziesięcio metrowych basenów. Patrząc nawet na tak mały obiekt, jak basem w Ełku i boisko obok, to widać który z nich cieszy się większym powodzeniem i który daje więcej zajęć dzieciakom. No i to by było na tyle. I tak nic nie zmienię, a tylko zwiększy się objętość tego co napisałem, więc wydłuży się czas wgrywania. Do zobaczenia Państwu I dla poprawy humoru. Wiosna wraca, w nocy już tylko minus pięc, a kwiatki kwitną
poniedziałek, 24 marca 2008
Nic nowego. Jedzenie, spanie, spacer z psem, spanie, jedzenie, spacer z psem, jedzenie, spacer z psem, jedzenie i spanie. I po świętach. Trochę zapasów na kilka następnych dni. Jedna książka przeczytana. A po powrocie na gospodarkę zwierzyna nakarmiona i pora już na spoczynek. Poświątecznie dobranoc Państwu i serdeczne podziękowania dla tych, którzy już obdarowali jednym procentem Ełcki Klub Sportowy DELFIN. A dla tych którzy jeszcze tego nie zrobili przypominam numer KRS – 0000114038 Dobranoc
|
Archiwum
Zakładki:
|